Pociąg do sławy

 

The Yardbirds bywa kojarzony z przynajmniej dwoma hitami, jednak najbardziej znany jest dzięki muzykom. Tym, którzy tu zaczynali i… odchodzili, by zrobić karierę gdzie indziej.

Eric Clapton – jeden z najwybitniejszych białych bluesmanów w historii. Jeff Back – brytyjski wirtuoz gitary. Jimmy Page – założyciel i lider legendarnej grupy Led Zeppelin. Łączy ich jeden zespół: The Yardbirds. Tu zdobywali doświadczenie, które dawało siłę i możliwość, by ruszyć dalej. Sami zaś dawali grupie talent odciskając na jej historii swój ślad. Może najmniej dotyczy to Claptona, który w październiku 1963 roku, niespełna pół roku po powstaniu zespołu, zastąpił gitarzystę Anthony’ego „Top” Tophama.

Clapton był młody, bardzo zdolny i wielbił bluesa. Oprócz niego The Yardbirds tworzyli Keith Relf (wokal), mający polskie korzenie Chris Dreja (gitara), Paul Samwell-Smith (bas) i Jim McCarty (perkusja). W repertuarze mieli standardy Howlin’ Wolfa, Moody Watersa, Bo Didleya i innych gwiazd chicagowskiego bluesa. Grali je nieźle, więc szybko trafili na scenę Crawdaddy Club w Richmond, gdzie zastąpili Rolling Stonesów, którzy właśnie ruszyli w trasę. Wkrótce nagrali pierwszy album (koncertowy „Five Live Yardbirds”) i oni też wybrali się na podbój fanów, wraz z legendą bluesa, Sonnym Boyem Williamsonem II.

Można powiedzieć, że zgodnie ze swoją nazwą złapali okazję: yardbirds to slangowe określenie wędrownych robotników sezonowych, którzy podróżowali po Ameryce pociągami towarowymi. Jak ptaki (birds) obsiadali węzły kolejowe (rail yard), by tu „łapać okazję”, czyli wskoczyć do rozpędzającego się pociągu. Muzycy ruszyli drogą ku sławie, takiej, jaka stała się udziałem wybitnego saksofonisty jazzowego Charlie’ego „Yardbirda” Parkera.

cdrummbks-via-foter-com-cc-by

Ich drugi singel „Heart Full of Soul” dotarł do dziewiątego miejsca na Billboard Top 100, a trzeci – „For Your Love” – okazał się największym przebojem zespołu: szósty na Billboard Top 100, sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy i do dziś jest wizytówką The Yardbirds. Ukazał się 25 marca 1965 i tego samego dnia Eric Clapton… opuścił zespół! Ten fanatyk bluesa nie mógł znieść złagodzenia brzmienia zespołu, zwrotu w kierunku popu. Nie zostawił jednak kolegów na lodzie: na swoje miejsce zaproponował uzdolnionego gitarzystę sesyjnego, Jimmy’ego Page’a. Page jednak obawiał się, że nie wytrzyma wyczerpującego koncertowego życia – co brzmi dość zabawnie w kontekście jego późniejszych dokonań – i polecił Jeffa Becka, który wszedł do zespołu i niejako „z marszu” zagrał z The Yardbirds pierwszy koncert już 27 marca 1965, ledwie dwa dni po odejściu Claptona!

Równie szybko Beck stał się liderem grupy. Zafascynowany możliwościami gitary elektrycznej chętnie eksperymentował, całkiem udanie łącząc nowe dźwięki z wciąż surowym brzmieniem bluesowym. Nic dziwnego, że w 1966 roku brytyjski magazyn „Beat Instrumental” uznał Becka gitarzystą numer 1.

Z drugiej jednak strony perfekcjonizm Becka, w połączeniu z jego wybuchowym charakterem, powodował, że atmosfera w zespole była coraz gorsza: w czerwcu 1966 odszedł basista Paul Samwell-Smith. Jego miejsce zajął Jimmy Page: jak widać co się odwlecze… W ten sposób The Yardbirds dorobiło się dwóch gitarzystów prowadzących i to naprawdę wysokiej klasy. Ten tandem, czuły na nowe trendy muzyczne, zaczął orientować zespół w kierunku rodzącego się psychodelicznego rocka, co zaowocowało niezwykłym utworem „Happenings Ten Years Time Ago”. Do legendarnego „Zaćmienia” Michelangelo Antonioniego nagrali też piosenkę „Stroll On”.

Jednak już w październiku 1966 Becka wyrzucono z zespołu, a liderem został Jimmy Page. To nie zażegnało kryzysu – poszukiwanie nowych brzmień nie przynosiło rezultatu, kolejne single były coraz gorzej notowane. Page’a ciągnęło w stronę psychodelicznego blues-rocka w stylu Cream i Jimi Hendrix Experiance, co z kolei nie odpowiadało Relfowi i McCarty’emu. Ich bardziej interesował folk z wpływami muzyki klasycznej. Po odejściu założyli grupę Renaissance, a The Yardbirds ostatni koncert zagrali 7 lipca 1968 roku.

W ten sposób Jimmy Page i Chris Dreja zostali bez zespołu, ale za to z podpisanym jesiennym kontraktem na koncerty w Skandynawii. Page zaczął kompletować nowy skład: najpierw zaangażował nieznanego wokalistę Roberta Planta, którego usłyszał w zespole Band of Joy. Ten z kolei zaproponował kolegę z dzieciństwa, perkusistę Johna Bonhama. Kiedy niespodziewanie Dreja wycofał się z muzyki, by zająć się fotografią rockową, to jego miejsce zajął John Paul Jones, który już wcześniej współpracował z The Yardbirds.

Skompletowany naprędce kwartet 7 września 1968 roku zadebiutował na scenie w duńskim Glandsaxe, dokładnie dwa miesiące po ostatnim koncercie The Yardbirds.

– Byliśmy całkowicie zieloni. Dopiero uczyliśmy się siebie nawzajem, zgrywaliśmy się – wspominał Robert Plant.

Ze sceny zabrzmiały między innymi „Dazed and Confused”, „I Can’t Quit You, Baby” oraz prawdopodobnie „Communication Breakdown” oraz Babe, I’m Gonna Leave You”.

– Szybko uświadomiliśmy sobie, że The Yardbirds odeszło i to nie było nawet The New Yardbirds. Po powrocie zmieniliśmy nazwę – dodawał Jimmy Page. Zaczęła się era Led Zeppelin.

The Yardbirds reaktywowali się na 30-lecie zespołu, w 1982, ale przetrwali tylko rok. Dopiero druga próba powrotu, 10 lat później, okazała się skuteczna. Grupa istnieje do dzisiaj, choć w składzie ma tylko jednego muzyka z pierwszego składu: Jima McCarty’ego. Jednak wciąż grają „For Your Love”!

Tagi:

Dodaj komentarz