Piekło na własne życzenie

Piekło na własne życzenie

W domach strachu nie wolno filmować i robić zdjęć, nie można tam zabierać niebezpiecznych przedmiotów, broni i własnego oświetlenia. Klientom zabrania się używać przemocy wobec dręczących ich aktorów. Jednak jak tu zachować stoicki spokój, skoro często potem mówimy, że posikałem się ze strachu?!

Nie chodzi o sklecone z dykty domy strachu w objazdowych lunaparkach, przez które przejeżdża się w rozklekotanych wagonikach i od czasu do czasu w ciemnościach trafia na gumowego kościotrupa czy wampira. Rzecz dotyczy profesjonalnych przedsiębiorstw, gdzie za odpowiednią opłatą wywołają w klientach uczucie strachu często przekraczające granice wytrzymałości. A do tego jeszcze z niemałą satysfakcją zamieszczą w internecie nasze zdjęcie z wytrzeszczonymi gałami i grymasem przerażenia. Zatem co nam strzeliło do łba, że za coś takiego płacimy?!

Moda na odwiedzanie „fabryk strachu” to efekt rosnącej popularności święta Halloween, którego obecną formę zapoczątkowała 31 października 1920 roku pierwsza w Stanach Zjednoczonych parada, zorganizowana w mieście Anoka w stanie Minnesota.

Domy strachu też wymyślono za oceanem. Najpierw organizowano je tylko na czas Halloween, ale ponieważ cieszyły się ogromną popularnością, to tu i ówdzie zaczęto otwierać „bezterminowe fabryki strachu”. W warunkach rosnącej konkurencji ich twórcy zaczęli prześcigać się w wymyślaniu coraz bardziej przebiegłych sposobów straszenia ludzi.

„McKamey Manor” znajduje się w Kalifornii. Chcąc tam wejść, trzeba mieć ukończone 21 lat i żadnych problemów zdrowotnych. W środku jest tak strasznie, że jeszcze nikomu nie udało się przejść przez cały dom. Zatrudnieni w „McKamey Manor” aktorzy odgrywają upiorne postaci bardzo sugestywnie. Klienci najpierw muszą podpisać tonę dokumentów, że zwalniają organizatora od wszelkiej odpowiedzialności. Potem trafiają do labiryntu tonącego w ciemności. W mroku czai się zło, słychać dobiegające z zakamarków przerażające odgłosy. Ludzie zaczynają tracić pewność siebie, włosy stają dęba, są wiązani, kneblowani, podtapiani, zamykani w ciasnych skrzyniach lub zamrażarkach, klatkach z kłębiącymi się stadami węży, oblewani cuchnącymi płynami, zmuszani do jedzenia obrzydliwych rzeczy. „Zabawa” może trwać od dwóch do siedmiu godzin.

W innych „fabrykach strachu”, także tych istniejących w Polsce, strzela się do demonów z karabinów do paintballa, albo ucieka przed czyhającymi w ciemnościach mordercami. Miejscem akcji są nieczynne więzienia, stare rzeźnie, skalne groty, piwnice, opuszczone domy, budowane na pustkowiach katakumby i labirynty, leśne ostępy. Wierzcie nam, że naprawdę nie są to strachy na lachy!

 

10 NAJSŁYNNIEJSZYCH DOMÓW STRACHU

  1. „Blackout” w Nowym Jorku i Los Angeles
  2. Haunted Hoochie At Dead Acres, Columbus, Ohio
  3. Zakład Karny, Filadelfia
  4. Nawiedzona grota Ruby Falls, Chattanooga, Tennessee
  5. The 13th Gate, Baton Rouge, Luizjana
  6. Bates Motel & Haunted Hayride w Gradyville, Pensylwania
  7. Jeździec Bezgłowy, Ulster Park, Nowy Jork
  8. Netherworld w Atlancie
  9. Spookywoods, High Point w Północnej Karolinie
  10. Dom Tortur w Austin

 

W WARSZAWIE TEŻ SZARPIĄ NERWY

Horror House ma siedzibę przy ulicy Wąski Dunaj 12/18, w kamienicy nieopodal Kolumny Zygmunta. Wejście od podwórka, schodkami w dół do piwnicy. Na drzwiach napis: „Zapukaj i zaczekaj”. W środku potwory, dźwięki, które w ciemnej, przedwojennej piwnicy szarpią ludziom nerwy tak potężnie, że trzydzieści procent zwiedzających nie wytrzymuje i ucieka.

Twórcy Horror House twierdzą, że „czasem ludzie płaczą, a panowie są przerażeni tak samo jak panie. Najbardziej boją się zagraniczni turyści, zwłaszcza Skandynawowie, Francuzi i Niemcy”.

Tagi: ///////////////

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *