Odlot

Odlot

Piloci dwóch samolotów pasażerskich powiadomili równie zszokowanych kontrolerów, że 4900 metrów nad ziemią jakiś facet frunie na leżaku przymocowanym do 45 balonów…

Jest 2 lipca 1982 roku. Policja w Long Beach w Kalifornii przepytuje Larry’ego Waltersa. Przewinienie było nieszablonowe i do tego stopnia zdumiało stróżów prawa, że początkowo nie wiedzieli, jakie zarzuty mają postawić aresztowanemu. Ostatecznie Waltersa skazano na 4000 dolarów grzywny za „kierowanie statkiem powietrznym w przestrzeni podlegającej kontroli ruchu lotniczego, bez utrzymywania komunikacji dwustronnej z wieżą kontroli lotów”. Poznajmy zatem historię romantycznego bohatera, który kompletnie odleciał!

 

Urodzony 19 kwietnia 1949 roku Larry Walters od dziecka chciał być pilotem. Jednak problemy ze wzrokiem spowodowały, że został kierowcą… ciężarówki. Nigdy jednak nie porzucił szczeniackich marzeń i w 1982 brawurą zawstydził nawet program lotów kosmicznych Apollo.

Na miejsce startu Walters wyznaczył ogródek w mieście San Pedro w Kalifornii. Już sam pomysł rozpoczęcia lotu z przydomowego ogródka wydaje się szalony i niedorzeczny. Kiedy jeszcze dodamy, że Larry uznał, iż najlepszym na tę okazję statkiem powietrznym będzie ogrodowy leżak, to jak najbardziej słusznie można domniemywać, że mowa tu o skeczu Monty Pythona, a nie o historii awiacji.

Przygotowawszy ekwipunek składający się z piwa, kanapek, cb-radia, kamery oraz pistoletu-wiatrówki, Walters wciągnął na siebie plecak ze spadochronem i za pomocą grubej taśmy klejącej przywiązał się do leżaka.

Napęd składał się z balonów napełnionych helem. „Kręcimy reklamę” – tak Larry tłumaczył sceptycznemu właścicielowi sklepu „Toy Time Baloons” zakup aż 45 balonów meteorologicznych oraz kilku butli z helem. Walters i jego dziewczyna Carol van Deusen musieli się powołać na firmę FilmFair Studios, która rzekomo miała kręcić film marketingowy.

Balony i Walters były przywiązane do leżaka, który doczepiono do Jeepa. Wystarczyło jedynie poprosić przyjaciela, by uruchomił napęd.

Zaledwie po kilku minutach Larry osiągnął wysokość 4900 metrów i wtedy pierwszy raz pomyślał, że być może trochę przesadził. Współczesny, na szczęście niedoszły, Ikar początkowo bał się zrobić użytek z wiatrówki. Chciał strzelać do wiszących nad nim balonów, by obniżyć pułap lotu, lecz bał się, że „pojazd” straci równowagę, a on z niego wypadnie. Bez możliwości komunikowania się z wieżą opieszały Walters powoli i nieubłaganie zbliżał się do strefy kontroli lotów w Long Beach. Na szczęście armijne szefostwo USA nie wysłało F-16, by przechwycić niezidentyfikowany obiekt, choć na pewno dodałoby to pikanterii tej niezwykłej historii.

Po 45 minutach lotu słynny już na całą okolicę awiator zaczął strzelać do balonów i szybko podchodził do lądowania. Niestety, kilka metrów nad ziemią liny, którymi balony były przywiązane do leżaka, zaplątały się w przewody wysokiego napięcia, powodując 20-minutową awarię prądu w jednej z dzielnic Long Beach.

 

Na dole czekali kompletnie zdezorientowani funkcjonariusze policji oraz przedstawiciele prasy, których Larry znów zaskoczył:

– To było coś, czego musiałem spróbować. Miałem takie marzenie od dwudziestu lat i gdybym tego nie zrobił, to skończyłbym w domu… wariatów – powiedział człowiek, który pilotował ogrodowy leżak.

Tagi: ////

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *