Atomowy Don Kichot

U.S. Army Edgewood Chemical Biological Center on Foter.com CC BY

David Hahn przy odrobinie szczęścia stałby w jednym rzędzie ze swoimi idolami – Enrico Fermim i Marią Skłodowską-Curie. Jednakże 39-letniego geniusza uznano za dziwaka.

 

Momentem, kiedy w Davidzie coś pękło, były prawdopodobnie dwa dni podczas, których armia specjalistów w kombinezonach przeciwpromiennych sprzątała szopę matki – Kathy Hahn. Działo się to kilka miesięcy po aresztowaniu Davida. Kosztem 60 tysięcy dolarów rozmontowali stworzony przez harcerza model, zapakowali elementy do 39 przeciwpromiennych beczek i wywieźli na pustynię, gdzie zakopali je głęboko pod ziemią razem z marzeniami Hahna o stworzeniu najefektywniejszego reaktora jądrowego w historii. Reaktora powielającego.

Reaktor powielający teoretycznie pozwala na wyprodukowanie o kilkaset procent więcej energii niż najczęściej używany reaktor termiczny. Teoretycznie, bo praktyczne możliwości jego wykorzystania są bardzo ograniczone ze względu na koszt budowy i bezpieczeństwo. Reaktory powielające nie są tak stabilne jak reaktory termiczne. David Hahn był świadom ograniczeń reaktora powielającego i chciał te bariery przełamać. Bez kosztownych laboratoriów, bez rządowego finansowania, bez możliwości legalnego pozyskiwania radioaktywnych pierwiastków!

Patrol policji, który kilkanaście tygodni wcześniej zatrzymał Davida, nie zdawał sobie sprawy z tego co miało się stać. Policjanci otrzymali jedynie zgłoszenie o podejrzanie zachowującym się nastolatku i dopiero kiedy otworzyli bagażnik samochodu Davida, to pojęli, że coś jest nadzwyczaj nie w porządku. W środku znajdowało się 50, szczelnie owiniętych folią, paczuszek z tajemniczym proszkiem, metalowe cylindry, przełączniki rtęciowe, tarcza zegara, fajerwerki, rury próżniowe, niezidentyfikowane substancje chemiczne i kwasy oraz zamknięta na kłódkę, szczelnie owinięta szarą taśmą, tajemnicza skrzynka na narzędzia. Kiedy David powiedział, że paka zawiera materiał radioaktywny, to po chwili ze skutymi rękami leżał na masce swojego Pontiaca 6000.

Gdyby aresztowanie nastąpiło kilka dni później, to być może życie Davida potoczyłoby się znacznie bardziej szczęśliwie. Otóż licznik Geigera wskazywał, że dopuszczalna norma promieniowania jest przekroczona o 1000 procent, więc zaalarmowany odczytami Hahn – kilka tygodni przed rozpętaniem afery – zaczął rozmontowywać model reaktora powielającego zanim ten osiągnie masę krytyczną i stanie się zbyt niebezpieczny dla otoczenia.

David nie spodziewał się, że tak szybko zbuduje reaktor. Kiedy setki eksperymentów w szopie matki złożyły się w całość, Hahn doznał swoistej „Eureki”.

W każdym razie jedynym ograniczeniem przy budowie reaktora był niedostatek uranu, a dokładnie brak 30 funtów wzbogaconego uranu. Jednak David Hahn nie byłby Davidem Hahnem gdyby go to zniechęciło. Postanowił zbudować reaktor bez uranu. Lekceważąc wszelkie zasady bezpieczeństwa David z opiłkami aluminium zmieszał izotopy radu, ameryku i berylu. Całość owinął aluminiową folią, a następnie obudował chałupniczą konstrukcją z toru, kostek węgla i uranu w proszku. Na koniec wszystko okleił szarą taśmą.

Do stworzenia domowego reaktora doprowadziło Davida kilkaset małych eksperymentów z materiałami radioaktywnymi. Kiedy zaczynał testy, to podając się za nauczyciela fizyki pisał masę listów do agencji atomowych i naukowców w Stanach Zjednoczonych. Dzięki instrukcjom zbudował między innymi „pistolet neutronowy”, którym mógł naświetlać pierwiastki. Dowiedział się skąd domową metodą może otrzymywać składniki do swoich badań. I tak: ameryk pozyskiwał z zepsutych czujników dymu, rad ze starych zegarów, a tor ze zużytych latarni gazowych.

Miejscem wszystkich eksperymentów była szopa za domem matki. Rodzice Davida rozwiedli się i mały David w tygodniu mieszkał u ojca, a w weekendy jeździł do matki. Początkowo jednak buszował w piwnicy ojca, ale zdarzył się incydent, po którym senior zabronił dalszych testów. Tamtego dnia ojciec i macocha oglądali telewizję, gdy domem wstrząsnęła eksplozja. Kiedy zbiegli na dół, zobaczyli nieprzytomnego Davida z dymem unoszącym się z brwi chłopca. Hahn junior chwilę wcześniej śrubokrętem próbował rozłupać kawałek czerwonego fosforu nie mając pojęcia, że ten pierwiastek wybuchnie w kontakcie z powietrzem.

Potem była nieudana przygoda z metalurgią w college’u Macomb. Kathy Hahn, zmartwiona depresją po zamknięciu przez rząd jego eksperymentu, niemal siłą wysłała syna na studia. Jednak przybity David notorycznie opuszczał zajęcia, coraz bardziej izolując się od świata. Wyśmiewany przez kolegów jako „Radioaktywny chłopiec” unikał kontaktu z ludźmi. Nawet ukochane harcerstwo próbowało go wykluczyć ze swoich szeregów ze względu na niebezpieczeństwo, na jakie projekt naraził lokalną społeczność.

Z kolei w 1998 roku David majtkował na lotniskowcu USS Enterprise, ale na pewno nie tak wyobrażał sobie przyszłość. Obierał ziemniaki, czyścił pokład, kroił cebulę i tylko nocami, kiedy koledzy spali, Hahn czytał o tym co naprawdę go interesowało.

W 2007 roku, niedługo po powrocie do USA, David Hahn zamierzał ponownie zmienić świat na lepsze. Próba była rozpaczliwa i zakończyła się smutno. Chcąc zrealizować cel, David znów potrzebował radioaktywnego ameryku. Najłatwiej było go pozyskać z wykrywaczy dymu. Hahn ukradł 27 sztuk wykrywaczy dymu z korytarzy apartamentowca, w którym mieszkał i usłyszał wyrok 90 dni więzienia, acz jeszcze wcześniej miał przejść 6-miesięczne leczenie psychiatryczne.

Sądzicie, że wystawiając się na zgubne promieniowanie David świadomie skazał się na śmierć? Nie, ponieważ Hahn zmarł, gdyż przedawkował alkohol. W krwi wykryto ponad 4 promile, a to – w połączeniu ze słabym stanem zdrowia – było dawką tragiczną.

Zresztą niewiele wiadomo o ostatnich latach życia Davida. Poza tym, że zdiagnozowano u niego zaburzenie dwubiegunowe oraz paranoidalną schizofrenię, które najprawdopodobniej zaczęły rozwijać się tamtego feralnego dnia, gdy ludzie w kombinezonach przeciwpromiennych pojawili się przed domem matki.

David Hahn zmarł 27 września 2016 roku. Początkowo nic nie wskazywało na to, że bez reszty pochłonie go chemia i fizyka jądrowa. Jednak wszystko zmieniło się podczas 10. urodzin, kiedy w prezencie dostał książkę. „Złotą księgę eksperymentów chemicznych” okazała się być jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem genialnego harcerza.

Tagi: //

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *